Andrzej Chyra o wizycie w Lubinie i filmie "W imię..."

Małgorzata Matuszewska
Z Andrzejem Chyra rozmawiamy o jego nowej roli oraz ostatniej wizycie w I Liceum Ogólnokształcącym w Lubinie
Z Andrzejem Chyra rozmawiamy o jego nowej roli oraz ostatniej wizycie w I Liceum Ogólnokształcącym w Lubinie Tomasz Bolt
Z Andrzejem Chyrą, znanym aktorem, z pochodzenia lubinianinem i odtwórcą roli księdza Adama w filmie "W imię..." rozmawia Małgorzata Matuszewska

Na Festiwalu Teatralnym Dialog-Wrocław w czwartek wystąpił Pan w spektaklu „Kabaret warszawski”, w poniedziałek spotkał się Pan z widzami w DCF-ie. Zdążył Pan wyjechać z Wrocławia?
Tak, miałem spotkanie w Warszawie i musiałem wyjechać (śmiech).

Czym się różni aktorstwo filmowe od teatralnego? Jakie wyzwania stawiają przed aktorem film i teatr?
Myślę, że w pracy aktorowi włącza się pewien pilot automatyczny, dzięki któremu wie, w którą stronę ma lecieć. Nie wiem, czy w sensie aktorstwa są jakieś szczególne różnice. Teatr i film poruszają się w trochę innej materii, najczęściej w nieco innej formie. Film w dziewięćdziesięciu pięciu procentach jest historią realistyczną, więc trzeba być wiarygodnym w ramach realizmu. Teatr wymyśla sobie czasem dziwne formy i wtedy pojawia się rodzaj innej ekspresji. I trzeba być wiarygodnym w ramach tej innej ekspresji. Ale oglądając film, widz przygląda się aktorowi z bliska, więc dla aktora filmowego bycie wiarygodnym nie jest proste. Jednak aktorstwo filmowe nie jest lepsze od teatralnego i odwrotnie. Podczas pracy nie odróżniam jednego od drugiego.

W teatrze niczego nie da się powtórzyć, na filmowym planie powtórki są możliwe.
Oczywiście. Sposób istnienia tych dwóch światów jest zupełnie inny. W filmie można zrobić kilka dubli, z których można wybrać najlepsze ujęcie – ono będzie pokazywane w niezmienionej formie. W teatrze codziennie coś się próbuje, dzięki temu codziennie powstaje coś nowego. Dla aktora ma to duże znaczenie. Jeśli ktoś lubi ciekawe granie w teatrze, to jest cenne, bo każdego wieczoru aktor konfrontuje się z publicznością, ze sobą.

Woli Pan film czy teatr?
To bardzo różne rzeczywistości. W teatrze zazwyczaj są ciekawsze teksty. Praca jest trudniejsza, bo przygotowanie spektaklu trwa bardzo długo i jego eksploatacja zabiera czas. Podczas pracy w filmie nie zawsze trafiam na najlepszy tekst, ulubionego reżysera, ale można zrobić ten film, potem następny, i to zabiera relatywnie niewiele czasu. Lubię teatr i pracę z Krzyśkiem (Krzysztofem Warlikowskim– przyp. red.). Nie ma powodu tego zmieniać: pracujemy tak dużo, że mi to absolutnie wy-starcza. A film? Czasem pracuję w większych filmach, czasem w mniejszych. Bardzo to lubię.

Odwiedził Pan rodzinne strony?
Tak, właśnie wróciłem z Lubina. Byłem w liceum, do którego chodziliśmy razem z siostrą. Dziś siostra uczy angielskiego, a jej mąż jest dyrektorem szkoły. W tym roku powstała tam klasa o profilu teatralnym pod pa-tronatem Andrzeja Chyry – totaka rodzinna zabawa (śmiech). I wreszcie udało mi się odwiedzić klasę. Wypytywali mnie o różne rzeczy.

Jako patron uczniów czuł Pan szczególną presję?
Nie, nie, traktuję to z humorem.

O co pytali?
Ktoś pytał o motto mojego życia, ktoś inny o ulubionych aktorów. Były też pytania o moje role.

A o konkretne wskazówki, np. jak zagrać postać?
Nie, to było pierwsze spotkanie, na które przyszły też inne klasy. Było bardzo miło.

Zagrałby Pan jeszcze raz w filmie „W imię...”? Jest oceniany jako kontrowersyjny...
Tak, oczywiście.

To kolejny festiwal, na którym pokazywana jest ta historia.
Film jest bardzo dobrze przyjmowany przez publiczność. Niedawno byliśmy na premierach w Chicago, Gandawie, Norymberdze i wszędzie obserwuję, że widzom się podoba.

Co najbardziej?
Różne rzeczy. Ktoś nawet dostrzegł krajobrazy ze swojego dzieciństwa. W rozmowach poprojekcjach pojawia się temat Kościoła i jego problemów, ale nie jest wcale głównym. Zwykle po projekcjach zostaje bardzo dużo ludzi i rozmawiamy. Myślę, że widzów zaskakuje i podoba się delikatność, subtelność, która jest w tym filmie.

Nad czym Pan teraz pracuje?
Przygotowuję coś, ale na razie w myślach. Czekam na następny rok, a teraz dużo pracuję w Nowym Teatrze. Wkrótce jadę do Nowego Jorku na premierę filmu „W imię...”.

Ma Pan czas odpocząć?
Może uda się odsapnąć po powrocie z Nowego Jorku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie